• Wpisów:635
  • Średnio co: 4 dni
  • Ostatni wpis:20 dni temu
  • Licznik odwiedzin:96 428 / 2825 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Jakby co, to można gratulować ;)
Właśnie podgrzewam ostatnią postną kolację: leczo z cukinii, marchewki, pomarańczowo-żółtej papryki, pieczonej cebuli, czosnku, pomidorów i brokuła.
Zastanawiałam się czy nie zapiec tego w dyni, ale jem tylko do 18.00 więc nie zamierzam niczego w tej kwestii zmieniać.
Jakie zmiany zauważyłam w przeciągu tych pięknych, choć dość trudnych sześciu tygodni?
Moja skóra jest piękna! ( po wysypie trądziku i kaszki jak u nastoletniego brzdąca ) :D cera wygladziła się, naczynka cudnie się pozamykały. Koleżanka z pracy spotkana przypadkiem na spacerze, stwierdziła: 'jesteś śliczna jak porcelanowa lalka'.
Nie wiem czy uznać to za komplement, ale cieszę się i tak ;)
Zapach potu złagodniał jeszcze bardziej, przez okres postu nie używałam żadnych kosmetyków, oprócz afrykańskiego, czarnego mydła; pasty szałwiowej bez fluoru i wcierki bursztynowej do włosków.
Pozostanę już napewno przy tym zestawie, bo sprawdził się rewelacyjnie :)
Wyszczuplałam, na wadze dziś rano minus 9 kg.
Mam sporo energii, chociaż przez ostatnie dwa dni czułam się słabo.
Jaśniej myślę ( ale na pozbycie się całkowite mgły mózgowej będę musiała jeszcze troszkę popościć ).
Troszkę oczyściły mi się zatoki, bywają chwile że mogę swobodnie oddychać, a to u mnie graniczy nieomal z cudem.
Wyostrzył mi się węch, wzrok i słuch.
Od jutra zaczynam wychodzenie. Czy będą to trzy czy sześć tygodni zdecyduję na bieżąco w zależności od samopoczucia.
Zatrzymały mi się @ truskawkowe dni.
Mąż uradowany...
a kiedy spróbowałam mu ( jak dziecku ) tłumaczyć, że to efekt postu; obraził się i wymruczał: 'chyba robisz ze mnie idiotę', na co ja po cichutku odmruczałam: 'wcale nie potrzebujesz w tym pomocy'.
Także jak widać złośliwości mi nie'naprawiło' ;)
Po czym daliśmy sobie po buzi i sytuacja nie wymaga sądu ani pomocy arbitra bądź kaznodzieji ;)
Zatem, kwiaty&zioła składać można w sekretariacie od jutra, pomiędzy godziną 8.00 a 15.00 dziękuję za uwagę i zdrowia życzę!
 

 
Oj słabo się dzisiaj czułam, jakieś takie dziwaczne pobolewania głowy i brzucha i mocne parcie na wymioty.
Ale poleżałam w ciepłym łóżeczku ( chwała Bogu za trwające jeszcze ferie! ) i lepiej mi nieco.
Mam jeszcze lekkie zawroty głowy i potwornie mi zimno, ale to jeszcze tylko dwa dni, więc spróbuję się nie poddać :)
A na necie znalazłam 'głupotkę', która rozbawiła mnie do łez ;)

 

 
Drugi tydzień ferii rozpoczęty małym przeziębieniem, herbata z czystka i miodunki powinna polepszyć sytuację. Zakwas buraczany wypity. Śniadanko zjedzone. Samopoczucie w normie.
Mam ochotę na orzechy, takie długo moczone, pyszne!
Ale spokojnie, poczekam do wyjścia, został mi już tylko jeden tydzień postu. Szkoda, bardzo polubiłam ten sposób życia. Teraz już wiem napewno, że będę do tego wracać tak często jak się tylko da.
Króciutka wyprawa do Hiszpanii była wspaniała, chociaż mniej turystyczna niż się spodziewałam :D
Utrata wagi -7,5 kg. Jak tak dalej pójdzie to zniknę ;)
Od dziś zaczynam suplementować padmę ( Pani dr bardzo ją poleca ). Cena troszkę wygórowana ( za opakowanie 100 szt zapłaciłam około 27€ ). Jej, ile ja bym za te pieniążki miała pomidorków!? :D żart!
Pogoda minorowa, szkoda... liczyłam na październik we wszystkich odcieniach złota i purpury.
Oby ten nowy tydzień nabrał jeszcze piękniejszych barw :)
Zdrowia i uśmiechu wszystkim! :)
 

 
Dzień dobry przy porannym łyku zakwasu z buraczków :)
Wczoraj nastawiłam kolejne 9 litrów, mam tylko trzy słoje więc jestem troszkę ograniczona w produkcji, a zakwas popijamy rodzinnie więc często nie nadąża się zakisić.
Tak bardzo mi dobrze na tym poście, nie odczuwam głodu, cieszy mnie wszystko co się wydarza, bo wiem że to jest 'po coś'.
Każdy dzień zbliża mnie też do takiej przedziwnej wiedzy 'zaglądania w siebie', nie umiem tego inaczej określić.
Ale ja i moje ciało jesteśmy pierwszy raz w moim długim już życiu, jednością. :)
Dziś ostatni dzień pracy przed jesiennymi feriami, wybieramy się rodzinnie w podróż, która mnie cieszy bardzo.
Mój mąż pozna moje ulubione miejsce na ziemi, jestem ciekawa czy i jemu przypadnie do serca?
Bywał już tam wcześniej, ale nigdy jeszcze nie widział Barcelony moimi oczami.
Kiedy mówi mi, że poprzez pryzmat mnie, świat staje się jeszcze piękniejszy, mam zawsze łzy w oczach...
i jak tu nie kochać takiego gościa? :)
no nie da się! :D
Pięknego, zdrowego i pogodnego weekendu!
 

 
Czy ja już mówiłam jakie życie jest piękne? Nie? no to właśnie mówię :)
Mój mąż czuje się lepiej, post przestał być przykry, mam tyle energii ( mimo iż właśnie zaczęłam @ truskawkowe dni ), mogłabym poprzez góry wędrować, oceanem płynąć, tańczyć z wiatrem w kołyszących się romantycznie, koronach drzew; mogłabym boso biegać po trawie ( ale strasznie się chłodno zrobiło, tak że nie będę :P ).
Dzionek zaczęłam modlitwą, wodą cytrynową, zakwasem buraczanym, herbatą z pokrzywy, świeżej mięty i melisy :)
Zjadłam ćwiartkę jabłka i marchewkę!
Na obiadek zrobię bulion z pieczonych warzyw korzennych z makaronem z cukinii i pierzynką zielonej pietruszki, będzie więc pysznie!
Życzę nam wszystkim słonecznego tygodnia, zdrówka i wielu powodów do radości!
Życie jest takie piękne :)
 

 
*wracam z samotnego spaceru, słońce już zaszło i chłód wieczoru objął ramiona zimnym dreszczem, przyśpieszam kroku, słyszę tętno mojej krwi we mnie, za mną i przede mną...
niebo ciemnieje tak jak moje myśli
już nie lubię samotnych spacerów, poczekam na ciebie i pójdziemy razem w noc, tylko wydobrzej
dobranoc*
 

 
*kładę zmęczone włosy na twojej poduszce a ona pachnie tobą*
*pod opuszkami palców czuję miękkość twojej koszuli, którą niedbale rzuciłeś na łóżko dziś rano...*
*przebiegłe macki tęsknoty chwyciły mnie za gardło, serce uderza połamanymi skrzydłami o ściany złotej klatki...
mocno zaciskam powieki i drżę z niepokoju*
Wracaj już do domu!
chodź do domu...*
 

 
Trwam! Jest mi coraz gorzej, bolą zatoki oczne, kolano sprawia, że każdy ruch to męczarnia, strasznie mi też gorąco dzisiaj, pocę się jak na Saharze, zatem ochładzam się samodzielnie wymyśloną herbatką mrożoną( lód, zimny czystek, świeża melisa, mięta, cytryna, przegotowana, zimna woda ).
Przyjemnie ochładzający trunk :)
Dziś pozostaję również w domku, odpocznę i pozbieram myśli...
jak dobrze mieć w rodzinie lekarza, który przynosząc wodę z cytryną do łóżka wypisuję ( nieomal w locie ) L4 ;)
Zaczęłam się też modlić. O energię i światło. O cierpliwość. O wytrwałość. O zrozumienie. O zdrowie dla moich bliskich ( synka, męża i przyjaciółki Joli). O jeszcze więcej miłości. Bo chłonę ją jak gąbka :)
Zapach się zmienił, odkąd zostałam weganką zrobił się przyjemniejszy, ale teraz ciało pachnie naprawdę pięknie, tak neutralnie... ( nie używam oprócz czarnego mydełka żadnych kosmetyków )/ ( tęsknię za olejem lnianym na włoskach i kokosowym na skórze ).
Idę też dzisiaj znowu na basen, wodny jogging to od kilku tygodni moja pasja, wspaniale niweluje ból głowy i kolana.
To tyle raportu na chwilę obecną, motto na dziś: trwać, nie dać się! Całe zło i ból dzieje się w mojej głowie.
Zdrowego dnia!
 

 
Źle znoszę ten post. Odżywianie wewnętrzne działa na wysokich obrotach, kryzys ozdrowieńczy sięgnął po mnie swoimi ostrymi mackami, głowa mi pęka z bólu, dygoczę z zimna pomimo gorących posiłków ( gorąca woda z imbirem i cytryną; bulion warzywny z makaronem z marchewki/ Jola moja przyjaciółka podarowała mi temperówkę do warzyw/piękną księgę, z której wiele się jeszcze nauczę; dziękuję Ci kochane serduszko :* )
Weekend był bardziej męczący niż relaksujący, próbowałam się nieco wyciszyć, ale to trudne bardzo kiedy kolano niesamowicie boli, głowa pęka w szwach a serce kołacze jak szalone...
jutro muszę zjeść coś konkretnego, jakiś sok z jabłek, marchewki; frytki z dyni, itd.
Przez dwa dni nie mieszałam mojego zakwasu z buraczków, bałam się troszkę, że mi się popsuje ;( ale wspaniały jest i jutro będę go przelewać do słoiczków.
Największym zaskoczeniem jest moja skóra, jest pięknie napięta i naprawdę gładka, waga pokazała rano -2,5 kg.
Mam nadzieję, że wytrzymam kolejny tydzień.
Nie odczuwam głodu, więc to nie będzie problemem; boję się że 'ból' mnie załatwi...
dobrze chociaż, że ukochani mnie wspierają, syn i mąż jedzą ze mną warzywa i podtrzymują na duchu :)
Jak dobrze, że jesteście! :*
 

 
Ech, kryzys ozdrowieńczy(?) pokazał czubek noska...
świt przywitał mnie okropnym bólem gardła, zrobiłam sobie na śniadanie filiżankę mocnej herbatki z miodunki, która jak wszem wiadomo jest świetna w walce przeciwko infekcjom tego typu.
Strasznie też chciało mi się pić, wypiłam już chyba ze 3 litry płynów ( woda z cytryną, zakwas z buraków, woda z ogórków kiszonych i dzbanek czystka ).
Na obiad miałam cukinię na parze i surówkę z czerwonej kapusty, która mi została ze wczoraj. Kolację sobie odpuszczam bo jestem pełna.
W weekend wyjeżdżamy rodzinnie w góry ( bo pięknie i słonecznie jest, więc szkoda byłoby zmarnować takich wspaniałości ).
Zapakowałam sobie w pojemniczki kalarepkę, marchewki i jabłka; także głodna chodzić nie będę :)
Życzę wszystkim cudnego odpoczynku i zdrówka!
Do poniedziałku mam nadzieję :)
 

 
Zimno mi bardzo. Wczoraj termometr pokazywał 27 stopni a ja miałam dreszcze, w związku z tym zaprzestaję do odwołania postów wodnych, mój organizm wyraźnie ich w tym momencie nie toleruje.
Poranek zaczęłam zimnym prysznicem i przepysznym ( własnej roboty ) zakwasem buraczanym.
W pracy popijam wodę z octem jabłkowym ( dzięki temu mogę się wypróżnić, gdyż podczas tego postu nie stosuję lewatyw/ stosowałam je podczas postu na sokach ).
Przed chwilką zjadłam też pół jabłka i jestem tak pełna, jakby wciągnęła jakąś ogromną sałatkę :)
Bardzo cieszę się z przepięknej, słonecznej pogody!
Dziś zauważyłam, że ogórki które nastawiłam na kiszenie popsuły się, po powrocie ze szkoły wylądują w śmietniku :( szkoda, sprzedano mi poprostu kiszkę i to na targu! Także ogłaszam tegoroczny sezon ogórkowy za definitywnie zamknięty!
Na obiad zrobiłam o świcie surówkę z czerwonej kapusty z jabłkiem i cebulką. Mam jeszcze ze trzy sałaty lodowe, które grzecznie czekają na swoją kolej :) chyba zrobię z nich na kolacje warzywne tortilie, muszę tylko kupić jakieś piękne pomidory i paprykę.
Przy hashimoto właśnie te psiankowe ( papryka, pomidory ) są zakazane; ale mój organizm je toleruje więc nie zamierzam odbierać sobie przyjemności ich spożywania :)
W październiku będę kisić kapustę, już się nie mogę doczekać.
Przyjemnego i zdrowego czwartku!
 

 
Po nocnych rewelacjach i długiej cieplutkiej kąpieli udało mi się troszkę pospać. Dziś ( bo jest środa, a w środy i piątki pościć zamierzam na płynach ), woda z cytryną, zakwas buraczany, sok wyciśnięty z marchewki i herbata z pokrzywy, mięty, melisy i tak cały dzień :)
Czuję się doskonale! Suplementuję D3 K2( Mk-7 ); B12, Biotin, Magnez.
Od jutra dołączę jeszcze cynk i selen ( ze względu na moje hashimoto właśnie ).
Każdą z witamin biorę osobno, bo tak lepiej się wchłaniają :)
Właśnie wróciłam z pracy, pogoda cudowna i mam nadzieję na długi wieczorny spacer w towarzystwie rodziny :)
Już się cieszę na jutrzejsze śniadanie, zaplanowałam suróweczkę z czerwonej kapusty i sałatę lodową z postnym vinegrette :)
Życzę wszystkim sympatycznym ludkom pięknej i zdrowej środy!
 

 
ale dlaczego tak szybko?... nie mogę spać!
mam takie kurcze, że szok...
wzięłam już magnez z potasem i przewracam się z boku na bok; nawet nie mam na kogo się przewrócić. Męża nie ma, tzn jest ale nie w domu...
jak mnie jeszcze zacznie boleć głowa, to chyba się poddam...
i jeszcze komar mi wleciał, irytuje, atakuje i wzbudza żądze mordu!
Chciałam poczytać, ale nie daje rady. Jutro będę nie do życia a tu pracować trzeba...
najchętniej pojechałabym na saunę, ale zamknęli o 22.00, miło :/
może ciepła kąpiel pomoże?
tylko olejków użyć nie mogę, bo popsują post :(
za to mogę takie fajne mydło afrykańskie.
No nic, idę sobie... buuuu
 

 
Spałam jak kamień! Miałam cudne sny, barwne i słodkie ( jadłam lody :P ). Dziś rano zdążyłam tylko wypić filiżankę herbatki z pokrzywy, wzięłam ze sobą duże jabłko i nektarynkę ( bo z ostatnich doniesień wiem, że została w niewielkich ilościach dopuszczona do postu przez Panią dr. Dąbrowską ).
Obiad już stoi w lodówce i czeka aż wrócę ze szkoły ;) dziś pomidorki, rzodkiewki i czerwona cebulka :D będzie ostro i 'pachnąco' :)
O kolacji nie mam zielonego pojęcia, ale napewno coś wymyślę. Idę też dzisiaj na basen :)
Zastanawiam się czy trzy razy w tygodniu wystarczy by utrzymać formę? ;)
Z sił na chwilę obecną jeszcze nie opadłam ;)
Mam nadzieję, że za kilka dni włączy się odżywianie wewnętrzne i pochłonie część mojego paskudnego hashi ;)
Życzę sobie i wszystkim miłym ludkom zdrowego i uśmiechniętego wtorku :)
 

 
Dzień dobry, jeszcze wczoraj wieczorem myślałam, że post warzywno owocowy będę musiała zacząć troszkę później, ale dziś rano czuję się znakomicie, domowe mikstury, zioła i mnóstwo pozytywnej energii, zadziałały!
Staruję śniadaniem surówkowym ( biała kapusta, którą wczoraj wieczorem, szatkowaliśmy z mężem jak szaleni; jabłko, czerwona cebulka, marchewka i natka pietruszki; doprawione odrobiną soli himalajskiej, majerankiem, koperkiem i lubczykiem ).
Zdrowego i pogodnego poniedziałku :)
Drugie śniadanie, jabłko średniej wielkości :)
Obiadek: kolorowy talerz pełen pyszności: pieczona cukinia, kiszony ogórek, pomidorki ze szczypiorkiem, chipsy z dyni hokkaido i buraczków czerwonych, garnierowane natką pietruszki :) pycha!
Na kolację nie mam jeszcze pomysłu, napewno napiję się herbatki z pokrzywy, poza tym piję sporo niegazowanej wody mineralnej z cytryną albo odrobinką octu jabłkowego. Już wiem, ostatnim posiłkiem będzie sok z natki z pietruszki ( bo uwielbiam! ).
To tyle na dziś. Z uśmiechem żegnam się i do jutra! :)


Ps. Trzymajcie proszę kciuki, żebym wytrwała w moim zamierzeniu.

 

 
Poezja smaku i gorąca chmurką cudnych aromatów!
Herbatka ( bez herbatki, info dla czepiających się )!
Imbir obieram łyżeczką, myję i kroję na dość cienkie paski, zalewam w dzbanku przegotowaną ( gorącą ) wodą, dodaję gałązkę mięty ( z własnego zielnika na tarasie ( również nic dla leniwych, trzeba o niego dbać, mówić słowa czułe, podlewać, etc.etc. ) do tego sok wyciśnięty z połowy cytryny i trzy łyżeczki ( na dzbanek ) miodu żurawinowego.
Pyszne i pomaga, łagodzi ból gardła, walczy z infekcją i obłędnie smakuje :D
 

 
Oczywiście jak mam wielkie zamiary, to coś musi mi stanąć na przeszkodzie. Od kilku dni potwornie boli mnie głowa, myślałam ot, normalna sprawa, zajęcia się zaczęły ( a ja bardzo źle znoszę hałas w dużym nasileniu ), pogoda u nas niby piękna, ale jednak poranki są chłodne, a ja zbyt lekko i przewiewnie się ubieram. Zatem zatoki. Ale wczoraj migdały dały znać o sobie, a więc jednak angina!
Dobrze, postanowiłam wydać jej wojnę ;) ugotowałam litry herbatki z czystka i nagietka ( w osobnych dzbankach ).
Płukam usta olejem słonecznikowym cztery razy dziennie ( olej powinien być z pierwszego tłoczenia; na zimno!!! {lol}płukanko minimum 15 min, białą pianę wypływamy do toalety. Gardło płuczemy ciepłą wodą, ząbki i język szorujemy ).
Skończyła mi się kurkuma, bo zrobiłabym jeszcze pastę...
za to dziś kupię cytryny i nastawię z miodem i imbirem na syropek. Do niedzieli wieczór muszę zwyciężyć to paskudne choróbsko!
Miał być detox, a jest przymusowa kuracja.
Życzę wszystkim zdrowego, pięknego i pogodnego weekendu :)
Niech moc będzie z nami!
 

 
Ostatnie śniadaniowe szaleństwo, jogurt, który zrobiłam z truskawek i mleka kokosowego, w towarzystwie bezglutenowych płatków, nektarynki, borówek i jeżyn :) mniam, lecker! :P
Od poniedziałku już tylko surowe, gotowane, pieczone i grillowane warzywka i soki :)
Nacieszę oczy jeszcze, bo podniebienie już miało swoją 'chwilę' ;)
Życzę wszystkim zdrowej i uśmiechniętej środy :)
 

 
To ostatni tydzień, kiedy pozwalam sobie na szaleństwa w postaci melona, jogurtu z mleka kokosowego, orzechów brazylijskich, śliwek czy gotowanej ciecierzycy. Od poniedziałku wracam w ramiona postu warzywno owocowego ( leczniczego ). Czas wypowiedzieć wojnę mojemu hashimoto!
Dostanie rękawicą prosto w wykrzywioną bólem twarz!
Zacisnę zęby i wytrwam te sześć tygodni. Trzymajcie kciuki! :)
A dziś na śniadanko był przepyszny, schłodzony cukrowy melon, mniam;)
Po powrocie zrobię hummus, bo kupiłam piękną paprykę i ogórki a więc obiad będzie obłędny :D
Życzę wszystkim sympatycznym pięknego dnia!
 

 
Smak mistycznego przepływu energii...
Gwiazd spadających w moją najcieplejszą noc.
Pierwszych promieni poranka miękko oplatających moją skórę, włosy, oddech, westchnienia.
Owocowo ziołowy smak śniadania.
Smak rozbrzmiewającego dzwonka, przyśpieszonych kroków, tętna, gwaru, przestrzeni skoncentrowanej do prostokątu zamkniętych ścian.
Śmiechu smak i dialogów, monologów, przyśpieszonego bicia serca w rytm melodii rozbrzmiewającej z telefonu.
Smak pauzy, warzyw podgrzanych w mikrofali, eukaliptusowej pasty do zębów.
Pocałunku na powitanie, zmęczonych oczu pod barykadą okularowych szkieł, smutnego uśmiechu.
Smak mocnego uścisku, najlepszego z szeptów, który wibruje w membranach mojego umysłu niczym tantryczne dźwięki srebrnych kastanietów bliskości.
Kwaśny smak kolacji, ( moje kiszonki są obłędnie pyszne ).
Smak gorącej herbaty, zimnej wody, cytryny i mięty prosto z mojej rabatki na tarasie. Schłodzonej różowości lekko cierpkiego wina.
Smak gorącego powietrza, które niczym szklana bańka w rękach szklanego rzeźbiarza powiększa się pod wpływem narastającego napięcia.
Smak mistycznego przepływu energii...
smak twojego uśmiechniętego snu, smak ciszy :)
Smak budzącego się dnia.
Słodki smak życia...
 

 
stało się, dożyłam kolejnych urodzin.
Jestem, cieszę się dobrym zdrowiem ( pomimo, iż mój własny organizm zaciekle walczy przeciwko mnie; z dumnie podniesioną głową stoję w ringu i... nie zejdę, będą mnie musieli na tarczy wynieść! )
Obudzona piękną urodzinową piosenką, pyszną herbatą z ziołami, owocami i miodem, wszystko dzieło mojego ukochanego synka!
Wzruszenie odbiera mi głos, kiedy słyszę życzenia płynące z innego kontynentu, kraju, miasta, czy też salonu fryzjerskiego za rogiem.
Moja siostra... też Cię kocham ( mimo&pomimo&dlatego ), Karolu kochany pamiętasz jak co roku, dziękuję Ci za zmysłowego bluesa.
Mój mąż wykupił pół perfumerii, jestem zachwycona! Jestem zakochana! Jestem szczęśliwa!
Zjadłam kawałek urodzinowego tortu, otarłam łzę wdzięczności myśląc najcieplej jak potrafię o mojej Hani...
telefon musiałam wyciszyć, bo mój whatsapp, właśnie przeżywa swój Renesans ;)
Dopiero południe, a ja już nie mogę doczekać się kolacji, do której usiądziemy z przyjaciółkami.
Likiery i lód mrożą się w nowej lodówce, dom pachnie drożdzowymi ślimaczkami o smaku śliwkowych powideł i masła orzechowego.
O 17.00 zdmuchnę świeczkę i pomyślę marzenie, które napewno się spełni!
Cudownego dnia ann, pięknego nam wszystkim!
 

 
Kiedy przymykam powieki, powracam do chwili kiedy mówiąc:
Ja! Ich will, wziąłeś mnie w ramiona...
świat miał tego dnia suknię ślubną utkaną z miłości i pocałunków.
Wiosna wyścieliła ścieżki biało~różowymi kobiercami płatków, które wiatr i czas pospołu, zdmuchnęły z drzew.
Od tej chwili nie stąpam po ziemi, moje stopy lewitują nad nią a z moich ramion co dzień na nowo wyrastają skrzydła.
Czasami mam wrażenie, że jestem aż za bardzo szczęśliwa.
Tak bardzo, że boje się, iż odlecę...
właśnie ptaki już sejmikują, aby w tym roku, nieco wcześniej wyruszyć w podróż ku słońcu.
Ty jesteś dla mnie takim najcieplejszym ze słońc.
Tylko ja wcale nie chcę odlecieć razem z nimi.
Lubię każdą porę roku, nawet jesień; gdy mogę się schronić od jej chłodu i szarego deszczu w twoich ramionach.
Czuję, że niebawem zatańczymy w takt melodii spadających, czerwonozłotych promieni liści.
Kilka dni temu skończyły się letnie ferie, codzienność zaplotła warkocz w ostatnie nitki babiego lata.
Ale nic nie zmieniło naszego życia.
Dni nie są gorsze, pomimo iż widujemy się tylko przy śniadaniu i kolacji.
Kalejdoskop zdarzeń szaleńczo dryfuje po elementach zdarzeń, nie wszystkie one wywołują uśmiech.
Wczoraj słuchaliśmy starego tanga i płakaliśmy oboje jak dzieci...
Jesteś dla mnie najbliższą osobą ( oczywiście, zaraz po moim S. ) :)
Przymykam powieki i wiem, że jeśli je teraz otworzę napotkam twoje czułe spojrzenie.
Czy to możliwe, że tak długo ( całe moje życie prawie ), tak zwyczajnie mnie nie było, a jestem teraz, gdy ty jesteś ze mną?
gdy tulisz mnie do siebie tak mocno, jakbym była najcenniejszym z darów niebios, w końcu czuję że żyję.
Smak wspomnień tak oddalonych a równocześnie tak bliskich...
Niesamowity smak, tego jednego niepowtarzalnego wspomnienia.
http://youtu.be/xvV_botDNWQ
 

 
Kiedy dziś po śniadaniu wziąłeś mnie za rękę i poprowadziłeś wsród łąk i owocowych sadów, byłam przeszczęśliwa.
Oparta o chropowatą skórę starej jabłoni, całą sobą chłonęłam urodę Alp i Twoich pocałunków, tak przyjemnie pachnących jagodowym jogurtem.
Kiedy spacerowaliśmy po drodze nieużywanej od lat kolejki wąskotorowej a ty szeptałeś mi o puchu moich włosów, smaku mojego uśmiechu i radości z powodu tego, iż jestem twoją żoną, byłam przeszczęśliwa.
Kiedy pieszczota twoich ciepłych dłoni poprowadziła mnie na skraj szaleństwa i gdy czułam się bliżej niebiańskich obłoków niż podczas lotu w chmurach, a ty śmiałeś się z mojego troszkę udawanego lęku ( bo przecież częściej nieszczęścia mogą nas spotkać na ziemi niż w powietrzu ), byłam przeszczęśliwa.
Kiedy zatopiłam się w czułości twojego spojrzenia, a świat stał się tak maleńki jak jabłka z sadów, które mijaliśmy po drodze, gdy twoje ramiona tak mocno zamknęły moją świadomość w swojej twierdzy, byłam przeszczęśliwa.
Kiedy teraz piszę te słowa, a ty patrzysz na mnie tak intensywnie, jakbyś zobaczył mnie pierwszy raz w życiu, zaczynam się obawiać, że nie dokończę mojej dzisiejszej opowieści...

http://youtu.be/RPN88D_HjMU




 

 
http://youtu.be/ItfyuQCl7w0

Dzisiaj był jeden z cieplejszych dni lata, taka przyjemna odmiana od codziennych, deszczowych szarości.
Zatem aby nie tracić nic z tych cudowności, wybraliśmy się wieczorem na spacer nad morzem.
Przyjemnie było czuć mocny uścisk twojej dłoni i miękką pieszczotę wiatru we włosach.
Delikatne ocieranie się lnianej powłoki mojej sukienki o uda i łydki dopełniało elektryzującej całości.
Zachodzące słońce zostawiało złote refleksy na kołyszących się falach.
Niebo jeszcze skąpane w błękitach, po cichutku zamieniało barwy w różowości i czerwienie, tańczyło kołysząc się zalotnie, w takt naszych nieśpiesznych kroków.
Opowiadałeś mi o swoim dniu, moje uszy słuchały, ale ja lewitowałam obok, szczęśliwa i lśniąca...
wieczór smakował jak ambrozja, miętą twoich pocałunków i ciepłem układającego się do snu dnia.
Kiedy tuliłeś mnie na naszym ukochanym moście chciałam aby ta chwila nie miała końca.
Marzę, aby jeszcze wiele naszych dni miało taki smak.
Smak letniego wieczoru...