• Wpisów: 657
  • Średnio co: 4 dni
  • Ostatni wpis: 32 dni temu, 10:00
  • Licznik odwiedzin: 113 808 / 3186 dni
 
b-angel
 
Z mroku w jasność dnia obudzonego szeptem wchodzę i uśmiechu z ust zetrzeć nie potrafię...
Sacrebleu. Nuty harmonii w sercu bijącym szybciej niż zwykle.
Leciutkie podenerwowanie. Ciepło, które ogarnia mnie całą. Delikatnie przebiegające iskierki dreszczy, od koniuszków palców dłoni po ramiona, wzdłuż kręgosłupa, promieniście wokół serca.
Tętno przyśpiesza, pędzi cwałem na złamanie karku, krew pulsuje w rytm słów Tetmajera, policzki rumienieją jak w ukraińskiej dumce o zielonookiej dziewczynie.
Pajęczyna firanki chwytająca niepokój myśli w szalony jasyr; pragnienia, których nie można głośno wypowiedzieć, pochylić głowę trzeba tylko i jak cekiny różańca przesunąć pomiędzy drżącymi palcami.
A pod zamkniętymi powiekami jak chmury tańczą obrazy nas dwojga, trzymających się za ręce, boso po łące biegnących donikąd.
W oddali mokre dachy domów lekko oświetlone poświatą obudzonego naszym śmiechem słońca.
Nad naszymi głowami szalona tęcza rozkwita w najpiękniejszych, listopadowych odcieniach szarości.
Otwieram oczy, wokół mnie niesamowita cisza.
Ubieram się w nią jak w płaszcz ochronny, aż do chwili kiedy znowu twoje usta dotkną moich...
nie smucę się, jutro jest przecież jeszcze nie odkryte.

Nie możesz dodać komentarza.