• Wpisów: 637
  • Średnio co: 4 dni
  • Ostatni wpis: 27 dni temu, 18:13
  • Licznik odwiedzin: 99 488 / 2887 dni
 
b-angel
 
opadają z drzew, wtulone w przemarznięte serce coraz bardziej posrebrzonej ziemi, szeptem zbliża się zima, która chłodnym oddechem rozjaśnia kosmyki traw...
Lubię te wycieczki w słońcu i do słońca, oczy mocno przymknięte pomiędzy jednym a drugim prześwitem uśmiechu.
Splecione palce. Wesołe oczy. Rozmowy o niczym. O wszystkim?
Miłość cierpliwa jest, uczę się od niej codziennie. Mój mąż jest niecierpliwy. Dojrzalszy wiekiem lubi być dyrygentem moich zdarzeń.
Miłość nie szuka zwady. Zatem gapię się w słońce i staram się być urocza, subtelna, czuła. Taka jaką on mnie lubi.
Gubię w tej miłości samą siebie. Po trosze i coraz bardziej. Niestety. Miłość nie unosi się gniewem.
Nie potrafię gniewać się na niego. Przecież tak długo się szukaliśmy. Cudem jest, że się odnaleźliśmy. Po latach samotności, napotykania złych ludzi, iluzji i niepowodzeń...
ulotne chwile, ciepłe spojrzenia, mocny uścisk silnych ramion.
Głos, który rozprasza melancholijne myśli. Śmiech, który gładzi zmarszczki na czole. Naszą jedyną troską jest mój najmilejszy syn. Pośrednią, czas.
Mamy siebie. Droga mknie. Słońce świeci. Kiedy czuje, że już mogę zamykam oczy. Na chwilę...
budzi mnie pocałunkiem o smaku czerwonej kapusty, którą jedliśmy na obiad. Jeszcze 'zahaczamy' o nasz port. Piękny o każdej porze roku. Tak jak miłość. Łaskawy. Nieśmiertelny. 'Wie(trz)czny.'
Ostatnie liście spadają wraz ze słońcem do naszych stóp. Świat się kręci...

Nie możesz dodać komentarza.