• Wpisów: 648
  • Średnio co: 4 dni
  • Ostatni wpis: 4 dni temu, 23:28
  • Licznik odwiedzin: 102 909 / 2938 dni
 
b-angel
 
Dni mijały spokojnie, aż tu w poniedziałkowy poranek przywitała mnie infekcja.
Nic poprzedniego dnia nie wzbudziło moich obaw, że tak się znowu stanie.
Niedzielny wieczór spędziliśmy w uroczym miejscu nad morzem, kawiarnia emanowała światłem świec i kolorowych lampionów, był bardzo przyjemny, kameralny nastrój. Piliśmy przepyszną zieloną herbatę o smaku brzoskwiń, delektowaliśmy się malinowo-truskawkowym sorbetem, który jak się domyślam stał się inicjatorem mojej choroby.
A o poranku, tuż przed otwarciem oczu poczułam nieprzyjemny ból w okolicach zatok i drapanie w gardle.
Oui, pomyślałam: przeziębienie? znowu...
zatem postanowiłam rozprawić się z wiedźmą grypą, znanymi mi środkami. Na pierwszy ogień poszedł gorący prysznic i bambusowa rękawica, którą przy pomocy oleju kokosowego zmieszanego z odrobiną lawendy natarłam mocno ciało. Następnie przygotowałam sobie trunk z witaminy C ~ kwas askorbinowy, ( tej 1000, lewoskrętnej ). Opakowanie wrzuciłam również do torebki, aby co godzinę brać po  jednej płaskiej łyżeczce na szklaneczkę letniej wody.
Nastawiłam również wiórki kokosowe, na mleko które chciałam po pracy zmieszać z pastą z kurkumy ( tzw złote mleko ). Pojechałam do szkoły, jakoś dałam radę wytrzymać do 15.00.
Po drodze do domu kupiłam kilka warzyw korzennych na wzmacniający bulion, ( seler, pietruszka, marchew, por piekę najpierw w piekarniku; później gotuję jak normalny bulion z ogromną ilością zielonej pietruszki, kurkumy i lubczyku~który uwielbiam ).
W domku siły mnie kompletnie opuściły, zdążyłam tylko zrobić dzbanek herbaty z czystka i położyłam się spać. Obudziłam się wieczorem, gorączka 39 stopni, zawalony migdał z prawej strony, kłujący ból zatok i niedrożny nos.
Ech... :(
Pierwsza myśl zrobić szybko bulion, druga sok z natki pietruszki, trzecia kąpiel w wannie z olejami eterycznymi ( woda najpierw trochę wyższa od temperatury ciała, około 40 stopni, następnie schładzałam ją, aż było jakieś 27 stopni.
Osuszyłam się dokładnie po kąpieli, obrałam cebulę i pocięłam w plastry. Przygotowałam ciepły napój z imbiru, cytryny i miodu. Założyłam ciepłe skarpetki, w każdą z nich włożyłam plaster cebuli. Gardło i klatkę piersiową nasmarowałam wickiem vaporub, owinęłam szyję miękkim szalem; nawet nie wiem kiedy zasnęłam.
Poranek wtorkowy dał mi nadzieję na poprawę. Czułam się trochę lepiej, temperatura spadła ale byłam tak osłabiona, że z trudem wstałam z łóżka. Zadzwoniłam do pracy informując o infekcji. Postanowiłam wyleżeć w cieple to moje choróbsko.
Cały czas przyjmowałam wit C, na ból gardła robiłam płukanki z szałwi. Na udrożnienia nosa inhalacje ze świeżego chrzanu. Absolutnie straciłam apetyt. Bardzo dużo piłam. Co dwie godziny robiłam płukanie jamy ustnej olejem słonecznikowym z pierwszego tłoczenia na zimno. Do herbaty z czystka dołączyłam miodunkę, lipę i rumianek. W środę poczułam się na tyle dobrze, że pojechałam do pracy.
Dziś rano ból migdała prawie zniknął, widzę że obrzęk na nim bardzo się zmniejszył. Prawą dziurką w nosku mogę już oddychać. I to wszystko prawie bez chemii, tabletek i tym podobnego paskudztwa ;)
Zatem mili moi pomóżmy sobie sami, słuchajmy siebie, obserwujmy.
Gdybym w porę zauważyła, że coś się dzieje oszczędziła bym sobie bólu. O sorbetach już zapomniałam. Poczekam do lata aby znów się czasem podelektować.
Zdrowego i pięknego dnia!

Nie możesz dodać komentarza.