• Wpisów:648
  • Średnio co: 4 dni
  • Ostatni wpis:3 dni temu
  • Licznik odwiedzin:102 979 / 2937 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Bremerhaven jest najpiękniejszym miastem jakie znam. Dało mi Ciebie.

Napisałeś, a ja poczułam się znowu bardzo szczęśliwa...
 

 
Mam Ciebie w roztańczonej krwi, pisała kiedyś Halszka, a ja powtarzam za nią szeptem...
https://youtu.be/COFgTynydQE
jeszcze tylko kilka godzin i znów mnie pocałujesz kochany.
Kiedy o Tobie myślę nie mogę przestać się uśmiechać.
Kiedy przestaje na chwile o Tobie myśleć i tak nie potrafię się na niczym skoncentrować, czuję się jak gapa ;)
ale wiesz co jest najpiękniejsze w całym tym zawirowaniu?
Twoja miłość i Twoje spojrzenie z bliska...
Kocham Cię!
 

 
Nie mogę spać
Nie mogę jeść
Nie mogę myśleć

Jeśli to wszystko tylko mi się śni to proszę nie budźcie mnie...
 

 


Czuję się ostatnio jak bohaterka dadaistycznej sceny, w której każda faseta i zagięcie światła na płótnie ma jeszcze milion innych stron.
Jak medal, który błyszcząc w słońcu i obracając się na rozwiązanej tasiemce, za każdym razem ukazuje inną prawdę.
Układam setki możliwych wersji tego, co jest moim jutrem, ach nie, przepraszam...
naszym jutrem, prawda?
Cieszę się tymi historiami, choć wiem, że to tylko ułamki tej rzeczywistości, której niewielkie fragmenty próbuje w całość złożyć moja stęskniona wyobraźnia.
Chciałabym móc mieć tylko tę jedną chwilę z Tobą, ale nie przerywaną zbyt pośpiesznym krokiem w stronę drzwi i obawą, że jest już za późno...
pragnęłabym aby ta właśnie chwila zaczęła się teraz i trwała do ostatniego naszego oddechu.
Kiedy jesteś ze mną moja dusza skacze z radości do słońca, wykonując najdziwniejsze fikołki godne mistrza cyrkowej areny.
W tej najprostszej i najzwyklejszej codzienności jawisz mi się tak wspaniały, że aż czasem brak mi tchu kiedy o Tobie myślę.
Pod powiekami przepływają chmury obrazów, w których dłonie twoje subtelnie błądzą po mojej skórze.
Kiedy o tym myślę trudno mi powstrzymać dreszcz...
Dla Ciebie chciałabym móc wspiąć się tak wysoko, by z błękitu ściągnąć płaszcz chmur i przywołać słońce, tak aby nigdy już nie było Ci smutno.
Słucham naszej piosenki po raz kolejny, coraz bardziej wsłuchując się w słowa...
Runnin', runnin', runnin', runnin'
Runnin', runnin', runnin'
Runnin' from myself no more
Together we'll win it all
I ain't runnin', runnin', runnin', runnin'
Runnin', runnin', runnin'
Runnin' from myself no more
I'm ready to face it all
If I lose myself, I lose it all.
i już teraz wiem napewno, że to nasza piosenka...
https://youtu.be/eJSik6ejkr0
 

 
od naszych oddechów jeszcze drży powietrze...
 

 
Z dzieciństwa zapamiętałam dwa Boże narodzenia. Jedno pachnące zieloną choinką, lśniące ciepłymi płomyczkami świec, dźwięczące śmiechem mamy i kolędą wygrywaną przez Jej smukłe palce na pianinie...
jak przez mgłę pamiętam tamte święto, jednak wspomnienie o nim się uśmiecha.
Drugie, kiedy w obcym wtedy jeszcze kraju, w którym obcy ludzie, językiem obcym kłuli jak ostrą szpilką, smutne i zimne święta, całe we łzach babci...
bez choinki, bez światełek i muzyki, bez ciepłych słów, bez miłości.
Pierwsze święta bez Hani...
Inne wspomnienie przychodzi do mnie rozmarzone i okryte pajęczyną czasu, gdy już jestem nieco starsza, stoję w ośnieżonym ogrodzie nocą a mężczyzna, który mi się oświadcza mówi, że jestem prezentem z nieba.
Gdzieś w mojej głowie leciutko i subtelnie zaczynają grać dzwoneczki...
pamiętasz jak mówiłeś, że słyszysz je w moim głosie gdy się śmieję?
A ostatnie ze wspomnień, przenosi mnie do starego kraju jakieś dwa lata temu, myślą wracam do leśniczówki w środku nocy i zamieci, pod którą przypadkiem zabłądziliśmy w drodze do hotelu.
I poranek po rozśpiewanej wigilii pachnącej świerkiem i makowcem, pełen roziskrzonego, cudownie niespodziankowego w swym lśnieniu śniegu, miało go wcale nie być tamtego roku...
a był i zaczarował tamto Boże narodzenie.
Tyle już lat i dni minęło od tamtych świąt.
A jednak pozostały we mnie i raczej nigdzie nie znikną.

A jutro wejdziemy po ciuchutku w adwentowy spokój, czekam na te święta mimo tego, że nie będą jakieś specjalne.
Ale 26 grudnia ma się coś pięknego wydarzyć w naszym życiu, przyjmiemy pod nasz dach maleństwo, na które czekaliśmy już tak długo...
jeszcze nie ma imienia i nie wie, że ludzie będą do niej mówić innym językiem niż ten, do którego jest już pewnie przyzwyczajona.
Będzie to też ogromna, ( chyba największa jak dotychczas w jego życiu ), niespodzianka dla mojego synka.
Kiedy o tym myślę, łzy wzruszenia płyną mi po twarzy i jestem niewyobrażalnie szczęśliwa.
To po prostu muszą być magiczne święta, bez wyjazdu w ciepły zakątek, ale za to z ogromnym ciepłem w sercu.
Kochani, szczerze i z miłością życzę Wam cudownego adwentu...
 

 
https://youtu.be/817P8W8-mGE
...Will you stay?
Will you stay away forever?...
Tak tego pragnę, abyś był ze mną już zawsze.
Kocham Cię...
 

 
Chcę być teraz tam gdzie są moje myśli ukryte pod firankami rzęs.
Drobinki twojego zapachu wciąż jeszcze unoszą się w powietrzu...
mówię ci, teraz całą sobą, to wszystko czego nie zdążyłam wyszeptać.
Jesteś moją magią, radością już drugiego poranka.
Jesteś światłem, które budzi mnie do życia; pragnieniem które bezszelestnie tętni w mojej krwi...
niepokojąco mocno poczułam dziś tę siłę jaką nadał ci nade mną, oszalały ze szczęścia świat.
Taką pierwotną i wszechwładną, paraliżującą obawy.
Ona wiruje we mnie teraz tysiącami floresów jak wspomnienia twoich pocałunków i dotknięć.
A ja mogę tylko bezgłośnie wymruczeć: chcę więcej...
https://youtu.be/0kv9BLTzph4
 

 
Z mroku w jasność dnia obudzonego szeptem wchodzę i uśmiechu z ust zetrzeć nie potrafię...
Sacrebleu. Nuty harmonii w sercu bijącym szybciej niż zwykle.
Leciutkie podenerwowanie. Ciepło, które ogarnia mnie całą. Delikatnie przebiegające iskierki dreszczy, od koniuszków palców dłoni po ramiona, wzdłuż kręgosłupa, promieniście wokół serca.
Tętno przyśpiesza, pędzi cwałem na złamanie karku, krew pulsuje w rytm słów Tetmajera, policzki rumienieją jak w ukraińskiej dumce o zielonookiej dziewczynie.
Pajęczyna firanki chwytająca niepokój myśli w szalony jasyr; pragnienia, których nie można głośno wypowiedzieć, pochylić głowę trzeba tylko i jak cekiny różańca przesunąć pomiędzy drżącymi palcami.
A pod zamkniętymi powiekami jak chmury tańczą obrazy nas dwojga, trzymających się za ręce, boso po łące biegnących donikąd.
W oddali mokre dachy domów lekko oświetlone poświatą obudzonego naszym śmiechem słońca.
Nad naszymi głowami szalona tęcza rozkwita w najpiękniejszych, listopadowych odcieniach szarości.
Otwieram oczy, wokół mnie niesamowita cisza.
Ubieram się w nią jak w płaszcz ochronny, aż do chwili kiedy znowu twoje usta dotkną moich...
nie smucę się, jutro jest przecież jeszcze nie odkryte.
 

 
czasem
gdy tarcza księżyca
ma okrąglejszą twarz niż zazwyczaj
tak
bardzo mocno
brakuje mi twojej bliskości...
 

 
*Owijam bawełnę szaleństwa na kołowrotek czułości.
Spod zuchwałych kolan, lśniący kilim pragnienia tka się sam ze zmysłowych westchnień.
Dreszcz przemyka jak cień po alchemicznej strukturze skóry.
L-śnię wchodząc opuszkami palców w atramentową otchłań nocy.
...De l'autre côté du lit.
C'est l'endroit pour vous!
bonne nuit...*
 

 
Kiedy przebrzmiała muzyka tak bardzo cicho zrobiło się we mnie.
Szkarłat w kieliszkach zamienił się w lśniącą przezroczystość.
Ucichły śmiechy i gwar towarzyszący zebraniu garstki ludzi...
I tylko jakaś pustka mało przyjemnie drapie w podniebienie, zaciskając gardło bez~glutenową kluską.
A już myślałam, że na tym odludziu zdziczałam...
wczorajszy wieczór obudził we mnie tęsknoty i nie wiem tak do końca czy chcę się tak czuć.
Jednak wiem, że z całą pewnością chcę TO powtórzyć.
Merci kochani...
 

 
https://youtu.be/WXxD2M7GHb0
Aż trudno uwierzyć, że to już kolejny urodzinowy poranek...
było ich już tak wiele w moim życiu.
Pomimo trosk i depresyjnych myśli, które nawiedzały mnie przez te ostatnie dni, jakoś wcale się nie różni od poprzednich.
Tak naprawdę to mam gdzieś tę całą teorię przemijania, cieszę się jak dziecko że udało mi się dotrzeć 'już tak daleko'!
Z nadzieją patrzę w ten dzień i proszę niebiosa aby był tak 'zwyczajnie' szczęśliwy ;)
 

 
Powoli zmrok daje zielone światło snom.
Odpływają jak statki magiczne, intensywne godziny, oblane słońcem twarze, ramiona, plecy, chodniki.
Syreny dziś zawyły a opaska na ramieniu jeszcze raz zalśniła szkarłatem krwi.
Godzina moich urodzin, godzina śmierci zbyt wielu.
Zastanawiam się dlaczego dziś właśnie troszkę mocniej niż zwykle tęsknię?
Ubrana w ciszę jak w ciemną sukienkę z metką Channel, opieram mój świat na zaciśniętych do bólu nadgarstkach.
Ta cisza dziś nie jest kompletna. Las jeszcze odbija głosy owadów i wracających do klatek stworzeń o oczach ciemnych od pragnienia.
Przymykam powieki by odnaleźć pod nimi scenę malowaną dłonią mistrza Podkowińskiego.
Na policzku czuję lekki podmuch nadchodzącej szeptem nocy.
Próbuję ugłaskać tę tęsknotę, co się dłonią wyrywa, nieproszona.
Niechciana jak gość, który odszedł nie zapukawszy nawet do drzwi.
Czy nocą tęsknie mocniej? Czy snem przywołuje dłonie twoje ciepłe, zabłąkane we mnie, roztańczone w skrzydłach włosów moich...
drżeniem ust, afirmacją szeptu w karuzeli przyśpieszonych oddechów.
Zmrok splata dłonie z niknącym wolno światłem.
Świat wiruje coraz szybciej, a spokojność oddechu sugeruje rychłe przybicie do brzegu.
Zanim zasnę oddam ci jeszcze jedną myśl, będzie specjalnie dla ciebie.
https://youtu.be/kGnfqRR509M
Ps. Dziękuję ci za wspólnie przeżytą godzinę W.
 

 
Puste krzesło świadczy o twojej nieobecności.
Przeciąg w pokoju o jednym oknie otwartym na oścież. Łza w oku nie zawsze jest metaforą wzruszenia czy radości.
Czasem po prostu wzrok spocznie na pustym krześle...

czas nie próbuje zatrzymać naszych spojrzeń.
https://youtu.be/z9O7hjseU24
 

 
Vor 20 Jahren erblicktest Du das Licht der Welt, was uns seither jeden Tag erhellt.
Hier stehst Du nun, als Erwachsener, als Mann, den kaum noch etwas verunsichern kann.
Geh Deinen Weg, nimm all seine Hürden, bei denen wir Dir immer zur Seite stehen würden.
Finde Dein Glück, lebe Deinen Traum, zuhause ist und bleibt immer Dein geborgener Raum...
Alles liebe, gute und gesunde mein Schatz
 

 
Cały czas padał deszcz, a kiedy o świcie zaczęłam pakować walizkę niebo rozchmurzyło się prawie złośliwie, ogarniając świat pajęczyną jasności.
Uśmiechnęłam się do słońca i zaciągnęłam czystym powietrzem na czterogwiazdkowym balkonie.
Po głowie kołatała się myśl, dlaczego musimy już wyjeżdżać?
To był jeden z najpiękniejszych wypadów nad Bałtyk ( ten po naszej~niemieckiej stronie ).
Pocieszam się myślą, iż niebawem ( za 1,5 miesiąca ) wyjedziemy na prawdziwy, długi urlop...
 

 
W niedzielę będzie tutaj dzień mamy, jak zwykle ruchome święto, słoneczne, pachnące kwieciem...
jestem mamą od prawie 20 lat, ta myśl mnie uśmiecha, przyjemnym prądem rozgrzewa mi serce.
Jestem kobietą niosącą na barkach cały świat mojego synka...
tak, mimo dorosłego wieku pozostał mi synkiem, syneczkiem, okruszkiem którego tuliłam w ramionach.
Urósł, a mnie uciekły z kalendarza te dni, które spędziliśmy razem i nawet sama nie wiem kiedy to się stało...
nie wiem kiedy, ale wiem jak! I to było bardzo piękne JAK :)
życzę tych 'jaków' nam obojgu, jeszcze bardzo, bardzo bardzo wielu.
W niedzielę mój synek przyniesie wiosenne kwiaty tylko dla mnie i będą pachniały miłością...
Ps. Była piękna orchidea, długi spacer nad morzem, dużo słońca, radości, przytulania i pocałunków oraz pierwsze, mega pyszne czereśnie. Bardzo Cię kocham synku, merci!
 

 
Jakoś tak jest, że każde urodziny mojego staruszka są świętem jak również chwilą zadumy i strachu. Tak, prawdziwego strachu, takiego pełnego obaw i smutnych przemyśleń. Wczoraj było spokojnie, najpierw odstawiłam auto do warsztatu ( muszę przyznać, że pan mechanik bardzo bardzo fajny, no tego hm... :P ), później zrobiliśmy jakieś mega chaotyczne zakupy składające się z wody mineralnej, owoców ( winogrona, truskawki, jabłka i banany ) i pojechaliśmy na uroczysty obiad. Przerwałam specjalnie mój post aby zjeść sałatę i szparagi z ziemniakami. Wszystko było bardzo pyszne i niestety drogie jak diabli ;)
Ale raz do roku można zaszaleć. Kupiłam staruszkowi zegarek w prezencie a mój Bastian kurtkę 'skórzaną' ( oczywiście fake ~ jesteśmy przecież od niedawna weganami ) mu podarował :)
Razem wybieraliśmy, pani ekspedientka cała się ośliniła w achach i ochach ;) przy pomaganiu staruszkowi :D
Wieczorem rozbolała mnie głowa tak bardzo, że myślałam że eksploduje...
smutne myśli bardzo źle na mnie działają :/
Ok, to tyle relacji z soboty urodzinowej. Żyj staruszku w dobrym zdrowiu jeszcze jakieś 200 lat! :)



 

 
Tam gdzie budzi się lśnienie
światło magicznie
otula złotym kręgiem
długość naszych palców

nasze stopy
księżyc nagi
od radości obiegły

minął rok
brzemienny, dojrzały wiosną
i znów jesteśmy tutaj
w lśnieniu poranka
zanurzeni

Tam gdzie budzi się lśnienie
jesteśmy my
uśmiechnięci

pierwsze krople spadają
na dłonie nasze
złotym kręgiem otulone

nie odwracamy spojrzenia
 

 
Byliśmy nad morzem. Jest tak potwornie zimno! Byłam szczęśliwa, że miałam na sobie gruby płaszcz i kapelusz...
wiosny nie widać niestety.
A chciałam wysiać roślinki do skrzynek. Chyba jeszcze ciutkę z tym poczekam...
 

 
zawsze będzie mi się kojarzył z moimi rodzicami, ogórkami kiszonymi, domem pełnym gości, dymem papierosów i lśnieniem szkła w żytniej wyborowej ( bodajże )...

https://youtu.be/x63oSZfTNEk

Mój dom rodzinny był domem otwartym. Ludzie wchodzili i wychodzili jak od siebie. Muzyka, śpiew, śmiech, zabawa! Tak zapamiętałam nasze sobotnie wieczory. Rodzice kochali się bardzo...
kultywowali falę szalonych lat, w których jako dzieci kwiaty spotkali się i nauczyli kochać.
Kiedy odeszli, ucichła muzyka współczesna, a zastąpiły ją stare ukraińskie dumki i ciepłe dłonie babci, głaskające moje płowe mysie kosmyki...
znów zabrakło kogoś, kto przypominał mi tamten czas.
Kiedyś i ja zniknę. Może moje słowa, te które wszędzie zostawiam, przypomną coś komuś kiedyś...
 

 
Odkryłam sklep z tanimi jak pomidory w sierpniu rzeczami. Nie sądzę, żeby były super dobre jakościowo, ale przynajmniej te trzy, które dla siebie wybrałam, bardzo mi się podobają. Cenowo też mnie raczej nie dobiją, za wszystkie zapłaciłam około 60€.
Tak się jakoś cieszę, że zrobiłam coś tylko dla siebie. Dawno tego nie robiłam. Jeszcze tylko w sobotę skoczę po jakieś pasujące butki...
jakoś tak słoneczniej na serduchu.